Hennig-Kloska uderza w Pełczyńską-Nałęcz: Ma skrajnie lewicowe poglądy
Paulina Hennig-Kloska określiła rozłam w Polsce 2050 jako "aksamitny rozwód". Zapowiedziała również rejestrację nowego stowarzyszenia i partii. Jednocześnie przyznała, że obecna szefowa Polski 2050 pogardza osobami o poglądach liberalnych.
- Czara goryczy przelała się, doszliśmy do ściany, kiedy klubowi zabrano podmiotowość. Rozumiem ten styl rządzenia, ale go nie podzielam. Nie chcę tak pracować. Dla mnie i dla wielu moich kolegów to było nie do przyjęcia. Ale tak jak powiedziałam, tych powodów – przecież przez wiele tygodni mogliście państwo o tym czytać – naszego rozejścia się jest bardzo wiele - powiedziała Paulina Hennig-Kloska w "Sygnałach dnia" PR1.
Polityk zwróciła ponadto uwagę, że duże znaczenie w jej decyzji o odejściu odegrały różnice programowe. – Pani minister z coraz większą pogardą mówi o osobach o poglądach liberalnych w publicznych wystąpieniach, a nasze środowisko to właśnie takie osoby. Więc tej przestrzeni do dalszej działalności w zasadzie tam nie widzieliśmy - stwierdziła.
– Jeżeli spojrzymy na poglądy pani minister Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, to one są skrajnie lewicowe, zwłaszcza jeżeli chodzi o kwestie gospodarcze - powiedziała Paulina Hennig-Kloska. - Ale abstrahując od tego – ja oczywiście życzę koleżankom i kolegom powodzenia. Bardzo się cieszę, że mają nowych członków. Scena polityczna jest duża. Zmieścimy się na niej wszyscy - dodała.
Hejt w partii
- Ja dałam wiele dowodów na uszanowanie tego werdyktu, wyborów w Polsce 2050. Poszłam na konferencję prasową Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, na której pana marszałka Szymona Hołowni nawet nie było. Pogratulowałam, weszłam do jej zarządu, chciałam tam pracować. No ale powiedziałam, że przede wszystkim zobaczymy na ile zostanie stworzona przez nią właśnie przestrzeń do współpracy – powiedziała Paulina Hennig-Kloska w „Sygnałach dnia” PR1.
- Tymczasem rzeczywistość od trzech tygodni, z jaką się mierzyliśmy, to hejt, który wylewał się na wewnętrznych grupach na mnie i moich współpracowników, na osoby, które wspierały mnie w procesie kampanii. To pierwsze w historii 10-letniego mojego parlamentaryzmu posiedzenie Sejmu bez klubu parlamentarnego […], na którym moglibyśmy omawiać ważne decyzje - mówiła polityk.
W jej opinii w warunkach jakie nastały w partii nie dało się pracować i konieczna była radykalna zmiana. – Czterodniowe, długie posiedzenie. Pan przewodniczący chodził po mediach, rozmawiał z dziennikarzami, a nie znalazł czasu, żeby spotkać się ze swoimi posłankami i posłami, by omówić najważniejsze sprawy, dla których tam jest, czyli ustawy, decyzje, głosowania - stwierdziła.
Rozłam w Polsce 2050. Hennig-Kloska odchodzi
W środę minister klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska poinformowała, że grupa kilkunastu parlamentarzystów opuściła Polskę 2050 i utworzy nowy klub parlamentarny, który nazywa się Centrum. Łącznie akces do nowego klubu zgłosiło 15 posłów (w tym jedna posłanka niezrzeszona) oraz trzech senatorów.
Przewodnicząca Polski 2050, minister funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, odnosząc się do rozłamu w ugrupowaniu, oceniła, że część posłów nie zaakceptowała wyniku demokratycznych wyborów w partii i zdezerterowała z jej szeregów. Zapewniła, że ugrupowanie pozostaje wyrazistym centrum, wiernym swojej tożsamości i koalicji rządzącej.
Szymon Hołownia, były przewodniczący Polski 2050, powiedział później, że rozłam w Polsce 2050 go boli i „rozdziera mu serce". Zdaniem wicemarszałka Sejmu do rozłamu doprowadziła nienawiść do wybranej w demokratycznych wyborach przewodniczącej partii Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz.
– Ta grupa rozłamowców, która opuściła dziś Polskę 2050 pod wodzą Pauliny Hennig-Kloski, nie odchodzi z tego powodu, że ma inne pomysły na politykę, (...) ma inny program. Powód ich odejścia jest jeden: nienawiść do Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. (...) To nienawiść do wybranej w demokratycznych wyborach przewodniczącej, doprowadziła do tego dzisiejszego podziału – podkreślił były lider Polski 2050.